Bernard który zawsze był tak bardzo widoczny, gdzieś mi się zapodział.
Taki długi okres bez jego widoku.
Już drugi dzień.
Zaczyna mnie to denerwować.
Owszem ,zdarzało się czasem, iż znikał, ale oznajmiał nam wszystkim, że wyjeżdża na kilka dni.
Teraz nikt nic nie wie i to nas bardzo martwi, czy aby coś mu się nie stało.
Zebrało się nawet spore grono sąsiadów i teorie w sprawie jego zniknięcia zaczęły się bardzo mnożyć.
Na co dzień to nasze życie na osiedlu jest takie smętne bez żadnej draki, bójki czy też awantury.
Czasami tylko słychać głośną muzykę ale taką inną niż my kiedyś słuchaliśmy.
On otwiera okno, gdy jest pogoda możliwa do tego, by to zrobić.
Wystawia swoje sprzęty, a raczej sprzęt i się zaczyna.
„Bambino” u niego się uchowało .Zmaltretowane ,poobijane, z kablami na wierzchu, ale gra i to głośno.
Muszę się tu przyznać, że ta jego muzyka doprowadza mnie do szewskiej pasji.
Disko polo.
Majteczki w kropeczki od samego rana.
Teraz gdy uświadomiłem sobie, że coś złego mogło się stać, nagle zatęskniłem za tymi majtkami.
Pogoda piękna, a u niego okna zamknięte. Telefon nie odpowiada, ale jest gaszony przez niego.
Gasi go z różną szybkością ale wiemy, że żyje.
Nagle mnie olśniło. Mariola jest jego dobrą kumpelą. Ona coś może wiedzieć?
Podzieliłem się tym moim spostrzeżeniem z sąsiadami i oni mnie wyznaczyli bym poszedł na spytki.
Nie byłem nigdy u niej, bo to kobieta pełna temperamentu, a ja leciwy facet, boję się zawału.
Przez uchylone okno u niej w domu usłyszałem śmiech i nie tylko jej śmiech, bardzo wesoły śmiech.
A teraz zagadka za 2 punkty, czyj śmiech słyszałem?
Kto to mógł być u Marioli w domu?

Lubię to!
Komentarz
Udostępnij