Od samego rana chodzę jakiś taki pobudzony.
Wszędzie widzę przeszkody lub coś takiego co innych ludzi, by nawet nie ruszyło.
Innych nie, ale mnie martwią takie rzeczy, że aż boję się o nich wspomnieć.
Nie chce zostać posądzony, że jestem hipochondrykiem.
Weźmy na przykład to,
Budzę się sprawdzam calutkie ciało.
Jedna noga w porządku. Druga taka sama.
Poruszam, czym tylko się da,
Na koniec całym ciałem i nic.
Nie czuję żadnego bólu, nic mi nie strzyka.
Jest i stoi wszystko jak zwykle, ale dzisiaj nie wiem, dlaczego to mnie przestraszyło.
Jeszcze dajmy na to wczoraj, coś mnie bolało.
Pamiętam to doskonale, bo jednak to było dzień wcześniej.
Tu raz mnie kłuło i tu raz.
W piersiach mi serce waliło.
Miałem problem ze zwrokiem niedowidziałem.
Portfel wczoraj pusty był, a tu proszę stówka w nim dziś się śmieje.
Ręka od szczepionki mnie bolała, lewa a śpię na tej stronie (zasypiam).
Kopnąłem paluchami w kant łóżka, oj, bolało, bolało.
Katar miałem, tak miałem teraz sobie przypominam i co, i też od wczoraj zniknął.
Mało tego także swędziało mnie tu i ówdzie .
A teraz nawet nie mam ochoty podrapać się jak codziennie rano.
Wiem, na pewno, że żyje, w czym mnie utwierdza moje to całe zmartwienie.
Szukam jakiegoś wytłumaczenia, dlaczego został mi dziś oszczędzony, jakikolwiek ból.
Nerwy zaczęły się uaktywniać, chociaż były w głębokim uśpieniu.
Kombinuje na różne sposoby.
Doszło nawet do tego, że sam próbuje wywołać u siebie takie malutkie szczątkowe bóle i nic.
Rozumiem po proszkach przeciwbólowych mogło tak się stać,
Ketonal to świetna rzecz.
Nic z tych rzeczy, nic nie było w nocy brane.
Zamiast wywoływać u mnie radość z tego dziwnego zachowania mojego organizmu,
to ja doszukuję się dziury w całym.
Jest tylko jeden powód tego całego zawirowania i prawie jestem tego pewny.
Muszę być bardzo chory.

Lubię to!
Komentarz
Udostępnij