Bernard, gdy go spotkałem natchnął mnie teorią współistnienia, , nie mogłem obojętnie przejść obok tego tematu. Sobota, odwilż, chlapa, słota, mokro jak po dobrym deszczu. Po wyjściu poza teren domu zacząłem się zastanawiać, czy gdziekolwiek ruszyć te moje cztery litery i tu problem. Nie wiem, czy bardziej mi się chce gdzieś pojechać, czy może tylko przejść jakiś bliżej nieokreślony kawałek drogi. Stanąłem przed takim dylematem w okolicach domu. Zacząłem się bacznie rozglądać i obserwować życie które się toczy obok mnie ,pod samym nosem. Pies sąsiadki, fajny rudo czarny kundelek, pogonił mojego kota, który czaił się na sikorki przy wystawionym przed kurnikiem jedzeniem dla moich dostarczycielek jajecznicy. Wróbelki, które podjadają kurom pokarm poderwały się do ucieczki, gdy mnie tylko zobaczyły. Nigdy nie robię zwierzętom krzywdy ,podkarmiam je, a one czasami dają mi tyle radości nawet tym, że pozwolą mi w pewnej odległości przejść koło nich. Napawam się wtedy taką dumą, że jednak mnie ktoś lubi i mnie się nie boi. Z drugiej strony to nachodzą mnie takie czarne myśli, co to będzie, gdy mnie zabraknie. Przyjdzie zima, a tu nie będzie papu, do którego miały tak łatwy dostęp. Weźmy na to takie sikorki śnieg zasypie wszystko, a zdarzyło się już to w tym roku i niema jedzonka kilka dni jest biało, ale i te kilka dni coś należy przekąszać. Kupuje specjalnie dla sikorek i nie tylko słoninę. Kraje ją w paski i rozwieszam na drzewie, czasami, gdy widzę, że za długo leży kiełbasa w lodówce to zamiast dać wszystko kotu ,to mu troszkę podbiorę ,mały kawałek i zawieszę na drzewie. Zawsze mogę liczyć na sikorki, bo one myślą nie tylko o sobie, ale też o mnie. Dlatego je kocham. Na wiosnę widzę, że na drzewie zostawiają dużo słoniny i ja przypuśćmy, gdybym był w kryzysie to na pewno skorzystał z tego, że się dzielą.

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba, okulary i skóra

Wszystkie reakcje: