Ostatnio dużo narzekałem na to, iż nic nie robię systematycznie, o tych samych porach.
Nie miałem racji!
Po głębszym zastanowieniu się dochodzę do wniosku, że tak wcale a wcale nie jest.
Nagle, w dzisiejszym dniu, przy lekkim przymrozku, słoneczku, które przez nie zasłoniętą żaluzję jak nigdy „dało” mi swoim blaskiem tak, że nawet nieotwarte oczy poczuły to ciepło, które przebiło się przez szybę.
Ciepło takie mogło i być wcześniej, ale nie wiem, czemu coś mnie pokusiło, jeden dzień do tyłu niepotrzebnie umyłem to okno.
Olśniło mnie, że jednak jestem człowiekiem jak mało kto takim przewidującym.
Mogę ze 100-procentową pewnością powiedzieć, o której godzinie będę coś robił.
Mój organizm robi mi, chociaż nie wiem, o której bym się położył spać (a kładę się jednak spać wciąż o tej samej godzinie) pobudkę dokładnie o tej samej porze.
Bardzo to dziwne, ale jednak prawdziwe.
Może jestem jakimś człowiekiem zegarkiem?
Może to wszystko jest przez to, że prowadzę życie w tak spokojny, przewidywalny sposób ?
A może jest jakiś inny powód tej całej sytuacji?
Co do mnie to można to jakoś wszystko wytłumaczyć, ale żeby kot za oknem dobijał się, bym go wpuścił do domu, stale o tej samej godzinie?
Przychodzi powtarzalnie, regularnie i to jego” miał, miał” za szybą było tak głośne dzisiaj?
Wszystko by było w porządku i wpuściłbym go od razu do domu, ale on, czyli kot o imieniu Gnojek zawsze rano przynosi mi śniadanie, żywe śniadanie.
Zapomniało mi się dzisiaj go sprawdzić i wpuściłem go do domu, gdy miałem otwarte jedno oko i teraz mam już dwa zwierzątka.
Już mi się znudziło, tak monotonne, przewidywalne, spodziewane życie.
Muszę coś z tym zrobić.
Zmieniam zdanie, nie chcę być takim, dającym się przewidzieć człowiekiem.
Już postanowione. Idę na spontan, ale od jutra.
Jutro, gdy się obudzę, zjem coś, umyje się, oczywiście ubiorę się jak zwykle o tej samej porze, a jakże!
Nie może być przecież inaczej. O godzinie 7 minut 12 wyjdę z domu, pojadę do najbliższego miasteczka i kupię wreszcie tę baterię do zegarka.

Wszystkie reakcje: