Osoby występujące w tym felietonie są tylko w głowie autora.

Przychodzi taka pora, gdy zaczynamy pomalutku robić remoncik w naszych głowach.

Jest to tak naturalne i nie ma się co bronić.

Wspominki same się pchają przy okazji, gdy widzimy, słyszymy coś co sami kiedyś przeżyliśmy lub

pamiętamy, że gdzieś już to słyszeliśmy.

Pamięć płata nam figle i nieraz nam się myli, czy to jest to co sami przeżyliśmy, czy tylko

chcielibyśmy, by tak było.

Opowiadane, koloryzowane niby własne wspomnienia przy głębszym zastanowieniu wyglądają tak jakoby

naprawdę były nasze.

Dziesiątki razy coś opowiadaliśmy i aby nie wyjść na człowieka bezbarwnego- coraz więcej dodawaliśmy

kolorów.

W pewnym momencie zaczęła to być fikcja. Brnęliśmy w to, bo nie chcieliśmy wyjść na niedorajdów

życiowych.

Nie uwierzę w to, gdy ktoś zacznie mnie przekonywać, że on był całe życie prawdomówny.

Moim zdaniem nie znajdzie się taka osoba, która nic tam nie dodała w opowiadaniu.

Teraz dopiero mamy pole do popisu.

Możemy przywłaszczać cudze opowiadania jako swoje ponieważ koleżeństwo wymiera, świadków nie ma,

nikt nie zarzuci nam tego, że to jest nasza konfabulacja.

Przyznaję się, że mnie też to się zdarza. Ale ja to otwarcie mówię.

Bardzo dużo w moim pisaniu przewija się historii, które zaczerpnąłem z cudzych wspomnień, przeżyć.

Co jest w tym dziwne? Nie mam żadnych wyrzutów sumienia.

Czy to jest w porządku? Czy to mi dobrze wychodzi?

Jednego tylko jestem na 100% pewien, nic mi bardziej nie wychodzi niż włosy.

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba i filiżanka kawy