Opowiem Wam taką historię, która przydarzyła się mojemu bohaterowi w autobusie.
Autobus dalekobieżny Warszawa – Madryt nie był tak strasznie obłożony pasażerami.
Miejsc było sporo wolnych.
Po minięciu Wiednia zepsuła się klimatyzacja.
Szansa na wymianę autobusu była równa zeru.
Każdy z pasażerów był skrajnie wykończony, zmęczony do tego stopnia, że starał się tę resztę podróży w miarę możliwości przespać i w ten sposób przejechać resztę trasy.
Mój bohater był dodatkowo bardzo śpiący, gdyż noc przed wyjazdem spędził u swojej kobiety. Oka nie zamknął przez całą noc, bo figlowali do samego rana. Rano tylko szybki prysznic i do autobusu.
Przez pierwsze kilometry, był gwar i płacz małego dziecka.
Potem ta awaria i spanie u niego potęgowało.
Po opuszczeniu terenu Austrii wreszcie się uspokoiło, w autobusie została tylko grupa mężczyzn, którzy jechali na paradę równości do Madrytu.
Obudził go poranny „lodzik”.
To był ostatni raz, kiedy zasnął w autobusie z otwartymi ustami.
