Jest taki czas ,taka pora roku, że zaczynam wspominać czasy przeszłe . Szczególnie gdy historia jest wesoła .
Ostatnio chodzi za mną takie jedno zdarzenie, które dało mi dużo radości.
Wiem ,że dużo osób się oburzy na to co mam zamiar opowiedzieć. Powiem uczciwie -wisi mi to bardzo co inni
pomyślą o tej mojej opowieści .
Było to pewnej soboty.
Zima i to taka zima która bywała w latach siedemdziesiątych . Godzina była może tak około dwudziestej.
Wichura i śnieżyca była okrutna, a mróz około minus 20.
Moja teściowa zaglądała cały czas przez okno w kuchni. Nie chciałem być niegrzeczny i przeszkadzać jej .
Myślałem , że lubi takie obserwacje .Latem ciągle wisiała na tym oknie.
Ukradkiem spoglądałem na nią .Udawałem ,że tego nie robię, bo po co kobiecina miała wiedzieć, że jest obserwowana.
Była może dwudziesta czwarta lub pierwsza w nocy.Nie pamiętam dokładnie kiedy się zorientowałem,
że ona stoi nie po tej stronie okna na którym wisiała w lecie. Bardzo ją przeprosiłem.

Wszystkie reakcje: