Od samego rana wszystko mi nie wychodzi .
Czego się nie dotknę to albo źle zrobię lub zapomniałem jak to się robi .
Skleroza jakaś poranna czy też wpływ słonka które zaatakowało mnie już od otwarcia oczu.
Może w tym punkcie objaśnię co mnie doprowadziło do takiego stanu.
Codziennie wieczorem gdy przychodzi pora mycia, całą moją garderobę którą mam na sobie zostawiam na podłodze obok łóżka. Muszę zaznaczyć, że tak zwany kopiec kreta mam opanowany perfekcyjnie .Wszystko zostawiam w tej samej okolicy i z dala od trasy którą pokonuję na” siu” w nocy.
Tu muszę powiedzieć, że nie zawsze było to moje rozbieranie i zostawianie kopca w tym samym miejscu.
Kopiec był raz tu raz tam ale tylko do momentu gdy jednym razem chciałem jeszcze poleżeć dłużej.
Tempo w którym wtedy się zerwałem było naprawdę zabójcze i stała się tragedia.
Była to jesień i kopiec był dość sporej wielkości. Zaplątałem się we własne ubranie i wydzwoniłem dość dużego orła.
Pufa była na wysokości mojej głowy i skutki wywrotki odczułem wyraźnie, a tu „siu” było okropne.
Co było dalej nie będę opisywał bo mi wstyd.
Dzisiejszy kopiec jak to latem był mizerny ale od niego wszystko się zaczęło.
Skarpetki białe, niby takie nic taka normalna codzienna czynność ,ubrać i tyle. Normalna czynność dla każdego ale nie dla mnie . Zacząłem się zastanawiać która skarpetka jest lewa a która prawa? Czy można ubierać prawą skarpetkę na lewą nogę?
Tak się w ten temat zagłębiłem i nie zauważyłem, że słonko jest wysoko na niebie i żar bije niemożebny.
Zimna woda z lodówki szybko mi się skończyła. Nic innego zimnego nie mam . Jest tak bardzo gorąco , że myślę tylko o jednym a do miasta daleko.
Zostało mi tylko ciche marzenie, aby pani mająca samochód zlitowała się , przyjechała i zrobiła mi ….. Qrwa ale się zagalopowałem.