Coraz częściej łapię się na tym, że jest jeden rodzaj pogody przy którym mam bardzo wielką ochotę iść do pracy. Co ja poradzę ,że wtedy mam wielkiego pecha. Wszystko co sobie zaplanuję bierze w łeb. Jakieś złe fatum spada na mnie. Nie mogę tego w żaden sposób sam sobie wytłumaczyć. Już sprawdzałem różne prawdopodobne rzeczy, które mogą być temu winne .Nawet czarnego kota długo nie opłakiwałem, gdy mi nagle zniknął . Bardzo go lubiłem ,był super łowcą .Kocisko było bezlitosne dla wszystkiego co żyło pod ziemią ,nawet zaskrońca mi przyniósł. Łóżko specjalnie tak ustawiłem bym nie musiał wstawać lewą nogą .Lusterko przykręciłem na stałe by nie rozbić. Dbam by nie było zwiędniętych kwiatów we flakonie. Sól gdy mi się rozsypie natychmiast usuwam. Nie stawiam nigdy butów na stole. Nawet pozbyłem się bujanego fotela(swoją drogą już był do kitu).Nerwowo przerzucam od pewnego czasu kanały w telewizorze. Sprawdzam pogodę gdzie tylko mogę .Sam obserwuję niebo a stacja pogodowa którą ostatnio kupiłem pokazuje mi wszystko dokładnie. Nauczyłem się składników pogody: zachmurzenie, usłonecznienie, wilgotność powietrza, temperatura powietrza, opady, siła i kierunek wiatru oraz jak sprawdzać ciśnienie atmosferyczne. Dla mnie najważniejsza jest wilgotność. Gdy widzę, że w moim starym wskaźniku( a jest on na prawdę wiekowy) , chłop góral jest całkowicie schowany w domku a góralka wylazła z niego (nie lubię jej i dlatego” wylazła” nie wyszła) to chce mnie krew zalać. Tak pięknie miałem w głowie wszystko zaplanowane. Będę musiał znowu oglądać jakiś film na Netfliksie a to przez deszcz który mi zniweczył tak misterny plan.