Wyznaje, że zawsze pragnąłem mieć taki spokój jak teraz, ale na razie świadomie nie decyduje się na ten krok, by to wszystko pozmieniać. Tłumaczę to m.in. troską o własne zdrowie. Mój czteroletni związek z całkowitą swobodą nie zawsze był taki, jak chciałem. Nie za bardzo chciałbym udzielać na ten temat jakiegokolwiek komentarza. Moje ścieżki szły w różnych kierunkach, ale zawsze tak się rozchodziły albo schodziły, że do dzisiaj nie jestem całkowicie pewny co do dalszej drogi. Marzę o ciszy spokoju, ale… Rozum mi podpowiada, torpeduje moje postanowienia, szepcze, nawet powiem, krzyczy… chłopie zdechniesz i nawet nikt nie będzie wiedział, że leżysz sztywny w domu. Nie za pięknie też by to wyglądało, przy dajmy na to wywróceniu, po tchnięciu i połamaniu się, sam samiutki i tylko kot, który spoglądałby na mnie i już by chciał zacząć ucztę. Ja zawsze chciałem być kochanym, i to jest oczywiste. Kochać też chciałbym kogoś w życiu. Dlaczego wciąż zwlekam z tą decyzją, by nie być sam na co dzień muszę wyjaśnić najpierw sam sobie. Samotność cisza spokój, to jest obszar, w którym jestem najbardziej odpowiedzialny w moim życiu i na razie nie podjąłem tej decyzji. Dlatego że nie jestem w pełni pewny na 100 procent, że będę mógł to zrobić tak, jakbym chciał… Podkreślam, że nie miałbym problemu zrezygnować z obecnego, pełnego wygód życia by to zmienić. To nie jest tak, że ja podjąłem decyzję, że lubię swój lifestyle, nie potrzeba mi więcej kłopotów w moim życiu. Nie, to jest myśl, którą muszę już teraz zrealizować, która jest przede mną. Bycie z kimś na stałe to poważna decyzja. Zdaje sobie sprawę, że bycie z kobietą to ogromna odpowiedzialność i decyzja na kto tam wie, czy nie na resztę życia?. Co ja mam do zaoferowania mojej partnerce, jak ja mogę wprowadzić to w życie? Oczywiście, marzy mi się odkrywanie nowego świata poprzez oczy drugiej osoby, bo partner cię uczy […]. To jest oczywiście wielkie marzenie, ale do tego trzeba mieć odpowiedniego partnera i stworzyć takie środowisko, żeby ta młoda, delikatna, wrażliwa sytuacja, która kompletnie zależy ode mnie, miała warunki do wzrostu, miała poczucie bezpieczeństwa i wszystko, czego potrzebuje do bycia razem. Ciężko mi patrzeć z mojej perspektywy na to, boję się powtórki boję się przeżywania drugi raz choroby mojej nowej partnerki, boję się jej śmierci. Wiem, że historia często się powtarza, że to nie musi być, ale… Ja jako 72-letni facet nie chce, by jej decyzja o byciu ze mną wynikała tylko z egoistycznych pobudek.Uważam, że bardzo ważne jest, żeby świadomie podejmować taką decyzję. Dlatego że przyszłość dotyczy nas oboje. Jaki świat nam dorosłym ofiarują nam inni ludzie, w jaki sposób będziemy dalej żyli, co nas dalej czeka, jak to wszystko będzie się kształtowało. Czy jesteśmy w stanie się nie pozabijać przez te nasze stare nawyki? To jest kluczowe pytanie – dodam, że na razie nie odczuwam żadnej presji związanej z całą tą moją egzystencją. Przy podjęciu tak trudnej decyzji i zamieszkaniu razem muszę być pewny, czy przypadkiem nie przyjdzie którejś z opcji politycznej przy dojściu do koryta do głowy zlikwidowania dodatkowego świadczenia na dzieci , bo różnie to może być.

Wszystkie reakcje: