Czy istnieje jakiś złoty środek na wyleczenie się ze źle ulokowanej miłości? Czy da się zapomnieć krzywdę, która została zadana? Jak sobie poradzić, by nie zwariować? Strach, aby nie wpakować się powtórnie w takie samo uczucie i znowu ponieść klęskę jest w człowieku tak silny, że może naprawdę przegapić to szczęście, które jest tuż obok. Wydaje mi się, że już okrzepłem, stałem się odporny, ale to nie jest fajne. Ta ciągła walka ze strachem to nagminne rozdrabnianie klęski, która zdarzyła się, robi z człowieka takim ostrożnym niedowiarkiem i ten chroniczny brak wiary w to, że naprawdę trafi się szczęście i znów serduszko ruszy. Dużo dobrego się mi się koło mnie teraz dzieje spotykam tyle dobra, zaczynam wierzyć, że i serce drgnie. Czy to permanentnie zabetonowane uczucie się, chociaż trochę ruszy? Czy ten beton pomału będzie kruszeć? A może tak, naglę rozerwie tę skorupę, która przykrywała ten organ, w którym poeci umiejscawiają miłość. No dobrze dość utyskiwania dość ochów i achów czas na otwarcie szerokie oczu, należy wstać z tego marazmu życia codziennego, ale wiem, że to nie jest takie łatwe, bo i są takie dni, gdy jest takie zmęczenie, że… kawa domaga się …..kawy. Są też takie dni tygodnia, które nie nazwiesz inaczej, jak ….DZISIAJ. Bardzo lubię ten dzień, bo to wszystko dzieje się teraz obecnie. Zaloty podryw romanse zdrady i sex. Bardzo lubię I jednego jestem pewien, że w takim dniu na pewno dogodzić się wszystkim nie da, ale tym dniu to dla mnie nie jest żaden problem wkurwić masę ludzi
