Jakie piękne wczoraj miałem plany (przynajmniej sam tak uważam) względem dzisiejszego dnia. Wieczorem zaczynało leciutko kropić, musiało to być około dwudziestej czwartej, bo inaczej wiadomo nie byłoby to wczoraj. Pełen pomysłów co do dnia, który za kilka minut miał się zacząć, na początek podjąłem decyzje, aby natychmiast wyjść w nocy, zaobserwować jak zachowuje się rodzina bobrów, która niedawno powtórnie zaczęła budować żeremie. Bóbr jest to bardzo płochliwe zwierze, w dzień za każdym razem zwiewał, że tylko kilkakrotnie sam ogon mu widziałem. Promienie światła z latarni dawały mi spore szanse obserwacji. Wyposażony przez monookular telefon i auto podjechałem na sam mostek Ustawiony na wprost budowy, deszcz już nie kropił, a lał, chwilami bardzo mocno. Obserwowałem, jak poziom wody błyskawicznie się podnosił. Ulica zamieniła się w rwący potok i to wszystko rozlewało się na łąkę, a stamtąd z dwóch wzgórz spływało w całości do koryta strumienia. Stan wody zaczął się podnosić błyskawicznie. Bobry niepomne mojej obecności próbowały patykami, ratować co się dało, a nie dało się nic zrobić. Obserwowałem zaciekawiony, co dalej zrobią, a tu nagle chlup do wody i koniec obserwacji, znikły a całe żeremie porwał prąd wody. Patyki zablokowały koryto pod mostkiem, nie był ten zator długo. Siła naporu wody po jakimś czasie rozerwała to wszystko, co blokowało przepływ pod mostkiem i całość z pędem popłynęła dalej. Było jasno, jak zdecydowałem się na powrót do domu a mam około 400 metrów do niego. Próbowałem zlokalizować, gdzie popłynęły bobry, bez żadnego rezultatu były te moje starania. Jeżeli chodzi o moje plany, to zostały tylko w mojej głowie i dzisiaj już nie jestem pewny czy one były takie piękne, nie żałuje tych 4 godzin, jak sobie pomyśle, że mogłem tę radość oglądania mieć jeszcze piękniejszą. Szalonych kobiet też jest trochę.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.