Mieszkam oddalony sporo od miasta… nie całkiem tu pusto, ale trudno tu, jaki towar załatwić… Tu nic nie idzie skombinować. Miejscowe kobiety nieskore są do handlowania, a ja też wolę wojaże, więc, żeby zaspokoić swoje żądze, muszę puszczać się w dalsze trasy. Lubię świeże mięsko. Takie jest tylko w mieście. Czym większe miasto tym mam większy wybór. Teraz gdy granice są otwarte, towaru jest od groma. Mam swoje lata, już wszystko mi inaczej smakuje. Apetyt mam ogromny. Nawet śmiem twierdzić, że jak na mój wiek, to za dużo sobie pozwalam. Dużo ostatnio eksperymentuje. Teraz zacząłem się interesować czarnym lądem. Afryka daleko, inne zwyczaje, inna kultura, no ale od wieków w tych sprawach nic się nie zmienia, Mięsko jak mięsko i tylko pytanie, czy one jest należycie umyte. Wszak z wodą jest pewien kłopot, ale przy dobrym przygotowaniu i należytym podejściu delikatnym podgrzaniu mogę stwierdzić, że prawie tak samo smakuje, tylko zapach jest troszkę inny. Czasem się zastanawiam… a kosztowałem już nawet towar z Argentyny, czy te embarga zasieki na granicy są mądre. Powinna być całkowita swoboda przemieszczania. Najbardziej to przepadam za piersiami… Piersi mają być duże soczyste świeżutkie, obojętnie, z jakiego kraju Chiny Afryka czy Tajlandia, mogę je smakować do woli. Delikatne takie różowiutkie. Nie pamiętam już gdzie, ale niedawno w czasie podróży wieczorem obok lasu w hotelu miałem przyjemność skosztować piersi z Ukrainy. Coś pięknego, a jak podane w tak wykwintny sposób z takim smakiem wziąłem się za konsumpcje. Zostałem tak profesjonalnie i wielkim kunsztem, obsłużony, że do dzisiaj mam nieprzepartą ochotę jechać w tamtą stronę. Ostatnimi czasy miałem niemożebną ochotę na powtórkę, więc zacząłem poszukiwania, nigdzie nie mogłem trafić, więc zrezygnowany kupiłem piersi z indyka, a taki miałem smak na kotlety z kurczaka.
