Stało się szok niedowierzanie. Moje zdumienie było autentyczne, nie było żadnych konkretnych objawów i tak ni stąd i ni zowąd się zaczęło, no może coś tam było rano takie zesztywnienie, ale po lekkim ruchu mi przechodziło i delikatny ból głowy, ale żeby tak nagle. To, co czytam, to nie jestem jedyny, masę ludzi ma ten sam problem, zaskoczyło mnie to wszystko i widzę, że do mnie podobnych jest całkowicie duże grono osób. Wszyscy wkoło o tym mówili, ale gdzie tam ja jestem mądrzejszy i co wysypało się całe nieszczęście z tego worka… Ciepełko jest dla mnie wskazane, moje ciepło jest gdzieś schowane, co dalej? Pomysłów mam dużo. Pierwsze co mi chodzi po głowie to rozmowa z mądrym człowiekiem. Ostatnio coś dużo poświęcam na głośnej rozmowie sam ze sobą i widzę, to nie jest takie złe. Jedna jedyna rada na to wszystko to jest, ruszenie czterech liter z wersalki wyjście z mieszkania. Przyrządy do tego mam wszystkie sprawne, dbam o nie, sprawdzam od czasu do czasu. Proste rozwiązanie tylko chęci i ochota muszą do tego być, a niestety tu jest problem. Wiem, co należy zrobić i biorę się za to, by życie było lepsze, by było to wymarzone ciepełko, by wersalka była dalej tym miejscem, gdzie jest przyjemnie miękko i ciepło. Muszę jeszcze coś wymyślić, by to rąbanie nie było tak męczące, by oddechu starczało, młody to może cały dzień się w to bawić, ale ja niestety góra godzina i wysiadam. Trasę muszę jeszcze odśnieżyć, bo nawaliło tego śniegu już sporo i wszystko mi zasypało. Kłody mi gdzieś znikły śnieg je zasypał z pół metra. Siekiery ostre, młoty, kliny gotowe. Jednak te prognozy są dokładne.