Nie wiem, jak to gdzie indziej wyglądało w czasie tego całego lockdowna. Złapałem Covid i zaczęły się u mnie takie nudy, nikt mnie nie odwiedzał. Opanowało mnie takie duże otępienie powstała okropna stagnacja, bierność, pasywność i żeby nie zwariować, przy tej chorobie postanowiłem temu zaradzić. Wymyśl tu człowieku coś przy takim cierpieniu, gorączce? Na genialny wtedy pomysł wpadłem (tak w gorączce mi się wydawało) będę się uczył rozpoznawania rodzaju alkoholów. Powie ktoś, pół narodu pije i dla większości z nich jest to najważniejsze, by biło w czachę niż jakieś wyrafinowane smaki. Kiper, degustator, zawsze mnie to fascynowało. Miałem cały barek pełny alkoholi i tu się pochwalę kolekcja z całego świata. Alkohole różne różniste, byłem dumny z mojej kolekcji. Więc tak z tej bezczynności zacząłem trenować. Poznawałem smaki, uczyłem się rozpoznawać trunki po zapachu. Wszystko takie dziwne to dla mnie było, takie bez smaku, mało tego, okropnie byłem zdziwiony, że produkują teraz alkohole bez zapachu. Nawet nie wiem, kiedy wyzdrowiałem, czas mi bardzo szybko przy tej nauce zleciał, a trwało to tylko półtora miesiąca. Opanowałem także do perfekcji gwizdanie na palcach. Wielka szkoda, że nie mogę się teraz popisać zdobytymi umiejętnościami, może kiedyś, jak barek uzupełnię. Po tej całej chorobie coś się u mnie niedobrego stało, przestałem wędrować tak dla przyjemności, kijki poszły w kąt, patrzeć na nie, nie mogę. Coraz bardziej u siebie zauważam niechęć do różnych rzeczy, spraw, tak po ludzku nie chce mi się w ogóle chodzić, maszerować, gdziekolwiek iść, więc wsiadam w autko i jadę. Jeżeliby to moje łażenie obserwował jakiś człowiek postronny, to mógłby tak na siłę podciągnąć pod chód sportowy, a nawet bieganie. Jejku, jaki ja jestem aktywny sportowo. Wiem, możecie mnie uważać za kłamcę, ale kiedyś wam to udowodnię najlepiej, jak niedowiarki zaproszą mnie do siebie.
