Muszę opowiedzieć, co mi się wczoraj wydarzyło. Jest bardzo wczesne jak dla mnie rano. Godz. dwadzieścia po godzinie szóstej. Byłem taki na wpół obudzony nie za bardzo jeszcze gotowy do wstawania, a co za tym idzie niekontaktowy zaspany okropnie, taki sprawny na 20%, jedno oko już wcześniej miałem otwarte, bo na zegarek musiałem spojrzeć, co u mnie jest normalne z samego rana. Leżę sobie jeszcze, a tu muszę powiedzieć, że mam takie nieładne przyzwyczajenie, przyznaje nałóg, że dopiero ruszam moje 4 litery, gdy już muszę i wiem na pewno, że dłużej nie utrzymam, a nie ma mocnego na to. Przyznaje, że często się zdarza, że potykam się o różne części własnej garderoby, które jakimś dla mnie niewyobrażalnym sposobem znalazły się rozwalone po podłodze, gdy biegnę do łazienki, bieg mi się często zdarza… Tutaj jestem prawie pewien, że to robota mojego kota (Gnojka). No i proszę, teraz uzmysłowiłem sobie, że rano uprawiam biegi o kurcze, ale jestem usportowiony! Mam dzwonek taki nieprzyjemny, że i nieboszczyka, by zbudził i właśnie on mnie zaalarmował. Szybkie na jednej nodze ubieranie i sprint do drzwi całe szczęście podłoga czysta bez przeszkód. Otwieram a tam piękna kobieta lat około czterdziestu ma wszystko, co powinno się mieć. Rozmawiałem już kilkakrotnie z ową panią, więc teraz rozmowa była luźna, przyjemna i owocna. Deko po siódmej powiedzieliśmy sobie dowiedzenia, oboje uśmiechnięci zadowoleni. To jeszcze nic, bo sytuacja podobna mnie się wydarzyła, koło południa. Nie znam dokładnej godziny, ale był dzwonek, ja do drzwi i szok. Pięćdziesięcioletnia sąsiadka niby kury szuka, bo miała jej zniknąć. Pomieszczeń u mnie jest dużo to i było gdzie szukać. Po naszym wspólnym spenetrowaniu wszystkiego, co było do spenetrowania, pożegnałem sąsiadkę. Myślicie, że to koniec, a gdzież tam. Godzina 15 dzwonek no jakże następna kobieta. Z ostatnią poszło mi nad wyraz szybko, bo znam ją już kilka lat, wiem, co należy robić i czego ona oczekuje….. Wieczorem miałem telefon od przyjaciółki …….nie odebrałem….. Upomnienie z urzędu podatkowego listonoszka mi przyniosła, ….. a rano 3 kubiki wody inkasentka skasowała……kura też się znalazła. Przyjaciółka się wściekła
