Był taki moment w naszym życiu, w którym wszyscy mieli ochotę nas całować. Nagminnie pchali się ze swoim pyskiem, mieliśmy wtedy po trzy miesiące. Sam nie pamiętam czy to mi się podobało, czy to lubiłem, tak jak i każdy to z czytających tego momentu nie kojarzy. Pewności co do tego całowania nabrałem dopiero teraz gdy widzę coraz mniejszy, a nawet chroniczny brak osób, z którymi byśmy mieli ochotę się wymienić całusami. Zanika już ten zwyczaj, nie dość, że rówieśnicy, a zarazem kandydaci do buziaków bezpowrotnie znikają to jeszcze i ta świadomość zagrożeń, które całus niesie ze sobą i to do czego może się przyczynić, bakterie, które rozsiewamy a każdy z nas ma ich od liku. Szczególności dużo złego zrobił covid, ale i też podniósł pewną świadomość w narodzie. Dawnymi czasy (lubię od jakiegoś czasu ten zwrot) bywały co chwile jakieś nowe odmiany gryp nikt nie panikował, czosnek mleko cebula masło jak było potrzeba to zawsze któraś ciocia postawiła bańki. Mówi się, że byliśmy twardzi odporni, może i to racja, ale nie ulega wątpliwości, że brak jest tego całusa i tyle. Dajmy na to, Eskimosi pocierają sobie nawzajem końcówkami nosa , rozumie zimno mróz ślina, można przymarznąć do siebie i tu byłaby heca. Ciekawi mnie bardzo jak to u Eskimosów jest z tą grypą, twardy naród dużo tranu może należałoby iść w tym kierunku. Realia naszej teraźniejszej egzystencji bardzo się różnią od tej przed iluś tam lat, dzisiejszy całus to uruchamia w człowieku inne zachowanie, endorfiny buzują są też takie organy, które podnoszą się z letargu, . Całowanie zanika, widać to wszystko po tym, że młodzi ludzie nie myślą o naturalnym przyroście ludności. Jest też grupa bezmózgowców łasych tylko na kasę, przekupnych, niekochających konstytucji, od nich ryja bym nie przyjął… Zdaje sobie dokładnie z tego sprawę, że po tym wpisie przestanie mnie czytać ponad 30% dotychczasowych obserwatorów, ale muszę to jasno zadeklarować, Oni tego nie są warci!!!
