Te wariactwa pogodowe to mnie doprowadzą do nerwowej choroby. Pogoda tak leci ze mną w bambuko, że już nie wiem co o tym myśleć. Śnieg ma sypać czy też ciepełko ma być ?, Huraaaa !!, I co ? Kicha !!. Tygodniami obserwuję aurę, czytam esemesy, które mnie straszą dużymi deszczami. . Wiatry zapowiadają, burza z piorunami możliwa. Górale kiedyś trafnie przepowiadali pogodę , a teraz nigdzie nie ma żadnego bacy. Dawnymi czasy gdy ogłaszali zmianę pogody to byłem pewien, że odezwą się stare kontuzje, wiedziałem, że tu i tam mnie będzie strzykać, łamać w kościach , czasem pobolewać coś może , to tu , to tam. Moje biadolenie nagle uzmysłowiło mi, że to ja sam jestem dobrym barometrem, lepszym niż oficjalne przekazy meteorologiczne. Długo nie mogłem w to uwierzyć, bo to zawsze było domeną ludzi starszych. Co , że ja jestem starszy? Co to, to nie, skąd taki wniosek ? I tu nagle łup ! Sprawdzę. Obudziłem się bladym świtem, postanowiłem wprowadzić w czyn moją obserwację, tak od zaraz. Zaspany jeszcze byłem, nagle poczułem, zaczęło mnie tu i ówdzie ruszać, zaczęło się takie znajome mocne i duże drętwienie , mocny nieobcy mi nacisk w okolicach podbrzusza, no to super, coś się dzieje. Co to jest? Czego to oznaka? Ale żeby tak z samego rana jeszcze dobrze się nie rozjaśniło. Jestem cierpliwym człowiekiem myślę poczekam zobaczę a może naprawdę będę znał wcześniej pogodę i wtedy bez łaski ! Sam mogę innym mówić o zmianach. Postanowiłem jeszcze trochę poleżeć, zamknąłem oczy, zaspany mocno byłem, czekałem na to, by nabrać pewności co do oznak, które daje mi organizm. Poleżałem jeszcze parę minut i tu nagle… hop z łóżka i bieg do łazienki… Ach jaki szczęśliwy wracałem…Myślę, że pogoda na pewno się zmieni…
