Cały ten luty jest do kitu, szczególnie dzisiejszy dzień, jest taki szary, słoneczko ledwo zerka spod chmurek, tak jakby się czegoś bało. W nocy też księżyc był jakby nieobecny, było go widać tylko kawałek. Uczciwie powiem, że jest taki cały miesiąc po prostu byle jaki. Wzięło mnie coś na wspomnienia, melancholia mnie opanowała. Zacząłem pamięcią wracać do przeżyć tych fajnych oraz takich, o których chciałbym zapomnieć. Z głębokich zakamarków mojej głowy ukazała mi się taka historia. Przypomniało mi się, jak to nie usłyszałem, słowa kocham, chociaż sam zapewniałem o miłości. Ile to razy wyznawałem miłość, kocham cię, jesteś najpiękniejsza najśliczniejsza, uwielbiam z tobą spędzać czas, jesteś dla mnie wszystkim, zakochałem się w tobie,- kompletnie nie robiły na niej żadnego wrażenia. Byłem młodym człowiekiem niedoświadczonym, zestresowanym, szukałem z całych moich sił sposobu, by do niej trafić i raz za razem ponosiłem porażkę. Nie pamiętam dokładnie, ale w tamtym okresie miałem wrzody żołądka i kto to wie, czy to nie było z powodu tej mojej nieodwzajemnionej miłości. Jak to teraz widać dałem sobie jakoś radę, byłem cierpliwy i doczekałem się nie takiej może, jakiej oczekiwałem, ale padło kocham. Jaki z tego wysuwa się wniosek, ano taki, że należy być cierpliwym i posłuchać matki, czy żony. Miały obie rację, trzymiesięczna córka nic jeszcze nie rozumie.