Moje rozmyślania na temat życia. Czy życie można zacząć przeżywać od pewnego wieku na nowo? Oto jest pytanie. Niby tak, ale to już nie to samo, co kilkadziesiąt lat temu. Przedtem to prawie wszystko było brane „na spontan”, Natomiast teraz jest brane bardziej na rozum. Po upływie dajmy na to sześćdziesięciu lat, nie ma już tego rozluźnienia młodzieńczego i niejednokrotnie bezmyślnego, odruchowego działania. „Muszę się wyszumieć, żeby potem niczego nie żałować „Ci, co mnie nie znają, powiedzą, że to troszkę późno na rozpoczęcie życia na nowo. Toć to już 72 lata na karku. Moje poprzednie życie skończyło się trzy i pół roku temu. Czterdzieści siedem lat w małżeństwie bywało różnie jak to w życiu. Mogliśmy na sobie polegać do samego końca, do kresu naszej wspólnej drogi.… Myślę, że jeszcze nie wszystko jest za mną i w ciemnych kolorach. Może jeszcze dla mnie zaświeci słońce i życie nabierze jaśniejszych barw. Brakuje mi tej bratniej duszy, z którą można porozmawiać, pośmiać się, wspólnie pomilczeć i … W obecnej chwili samo patrzenie mi nie wystarcza. Czuję się jeszcze rześko. Cenię sobie spokój, unikam tłumów, lubię ciepło w każdej postaci, w muzyce, kolorach i zachowaniu człowieka. Poznałem, co to jest samotność, co to znaczy choroba, będąc w pojedynkę, a także co to strach o własne życie. Znam też obawy innych, co się jeszcze może przydarzyć. Przeżyłem już nagłe znikanie, lubianych mi osób z eteru. Życie jest piękne, ale tylko wtedy, gdy wiesz, że tam gdzieś jest ktoś, kto Cię wysłucha, z kim możesz porozmawiać na różne tematy, a zwłaszcza gdy popadniesz w dołek psychiczny. To taki psychoterapeuta. Ale znaleźć i zdecydować się na bycie razem, to nie jest łatwa decyzja. To przede wszystkim strach przed tym, że zostanę pozbawiony tej swobody, tego wszystkiego, co mnie w niczym obecnie nie ogranicza. Boję się też tego, by nie przeżywać tego jeszcze raz. Bawi mnie i zarazem śmieszy podejrzenie, że z mojej strony to tylko czyste pragnienie i próba zaimponowania. Obecnie trudniej mi się związać z kimś na stałe. Może zbyt wiele rozumie. Może nie chcę nikogo ranić. Zdaję sobie sprawę z uczuć drugiej osoby, wszelkich uczuć, nie tylko miłości. Na chwilę obecną wybieram samotność, wolę to niż związek, w który nie będę w pełni zaangażowany. Mogę kochać i kontrolować to uczucie. Myślę, że wykształcenie, pomaga w jakieś mierze pozyskać miłość, ale i inteligencja z drugiej strony pomaga w krzywdzeniu innych oraz także nie jednego kusi do wykorzystywania swojej umiejętności w niecnych i zarazem ohydnych zamiarach. Powiem to i nie myślę tego nigdy odszczekiwać, że bardzo mało ludzi rozgranicza inteligencję z wykształceniem. Spotkałem w swoim życiu profesorów tak głupich, dennych, że zaczynam podejrzewać, że któryś z rodziców był pierwszym sekretarzem. Później ludzie wkładają do jednego worka tych inteligentnych i tych wykształconych i nakleją etykietkę „Uwaga! Inteligent. Nie zaglądać”… Powiecie, że za wysoko próbuję się nosić. Stanowczo temu zaprzeczam, bo tak niechcący całkiem przez moje nierozgarnięcie zapomniałem wspomnieć o jeszcze jednej grupie ludzi, do której sam się zaliczam. Jest grupa ludzi porąbanych, zdrowo bije im w czachę. To moja grupa i dobrze się tu czuje, póki co nie zamierzam z tej grupy wychodzić.
